poniedziałek, 26 grudnia 2016
Święta, Święta i po Świętach...
Dziś drugi dzień świąt a za razem ostatni. Wigilia była dość specyficzna. A zwłaszcza moja rodzicielka. Jej wygląd i zachowanie były...no po prostu beznadziejne. Warstwa tapety na twarzy, te przerażające rzęsy, brwi i wyraz twarzy. Przy stole stwierdziła że nie ma zamiaru się nawet podzielić się ze mną opłatkiem, no ale cóż nie będę się przecież prosić. Ważne że spędziłam te święta z rodziną. A wy jak je spędziliście? :)
Życzenie spełnione!!!
W końcu! Dowiedziałam się że po trzech latach przyjeżdża do Mnie Michał! Dokładnie 27 grudnia spotkam swojego przyjaciela!!! Czy do końca jest tylko przyjacielem? Sama nie wiem. Wiem tyle że jest dla mnie mega ważny. Jak sytuacja się potoczy dam wam znać za parę dni :3
Tymczasem życzę wam wszystkim wesołych świąt spędzonych w spokoju i z przemiłą rodzinną atmosferą <3
Dasia...
Szkoła...
Jest to moją osobistą porażką. Ludzie, sytuacje a przede wszystkim sama ja doprowadziłam że sytuacja z ocenami nie jest taka jaka miałaby być. Trzeba się wziąść do roboty. Udowodnię że potrafię coś zrobić i nie zawiodę znowu swoich opiekunów.
Drużyna czy Gromada?
Przez ostatni czas, dość często zdaję sobie to pytanie. W drużynie jestem ponad dwa lata. Zastępową jestem tam od prawie roku. Na początku czułam że ludzie się cieszą z tego co robię, czułam się ważna a teraz? Już tego nie ma. Podochodziło mnóstwo nowych osób. Niektóre stały się bardziej puste niż były kiedyś. Najbardziej zwiódł mnie mój drużynowy, miałam z nim bardzo dobry kontakt wręcz traktowaliśmy się jak przyjaciele. No ale zmienił się. Zaczął bardziej się interesować innymi osobami, a dokładniej pewną dziewczyną do której nic nie mam. Ale odkąd Ona i Jej koleżanka zaczęły chodzić na zbiórki, idea naszego harcerstwa stanęła pod znakiem zapytania. Bardziej jest to wywyższanie się i wygłupianie. Nie umiem tego wyjaśnić ale po prostu to takie...nie harcerskie.
A gromada jest tak naprawdę dość sporą grupą dzieci które są wdzięczne za to że poświęcam im czas, organizuję im zabawy i zajęcia a również że ich wysłuchuje i traktuje troszkę jak młodsze rodzeństwo. A więc...zastanawiam się czy dam radę jednocześnie jako drużynowa i zastępowa. Z czegoś będę musiała zrezygnować. A drużyna nie jest już tak bardzo związana że tęskniliby za mną. Trudno.
A gromada jest tak naprawdę dość sporą grupą dzieci które są wdzięczne za to że poświęcam im czas, organizuję im zabawy i zajęcia a również że ich wysłuchuje i traktuje troszkę jak młodsze rodzeństwo. A więc...zastanawiam się czy dam radę jednocześnie jako drużynowa i zastępowa. Z czegoś będę musiała zrezygnować. A drużyna nie jest już tak bardzo związana że tęskniliby za mną. Trudno.
50 Twarzy...?
Muszę chodzić do psychiatry ze względu na stwierdzone sama nie wiem nawet co, zaburzenia impulsywno-agresywne oraz parę innych czynników. Przede wszystkim dlatego iż nie radzę sobie z samą sobą. W ostatnią sobotę (dla mnie to wczoraj), mój dzień był okropnie chaotyczny. Rano wstałam i zrobiłam śniadanie rodzeństwu które przyjechało na weekend. Następnie pojechałam na umówioną wizytę. Dość polubiłam się z kobietą która się mną zajmuje. A teraz nawet nie pamiętam jej imienia. Potwierdziła coś co stwierdziło wcześniej już mnóstwo osób. Mam tak zwane 50 twarzy. Każdemu pokazuję siebie z trochę innej strony a niektóre rzeczy ukrywam. Dla Moich opiekunów jestem pyskatą nastolatką bez większych celów i wartości, według nich myślę tylko o sobie, facetach i kosmetykach. Czasami chcę im pokazać jaka jestem naprawdę ale najzwyczajniej w świecie mi się to nie udaje. Dla ludzi w szkole jestem dziewczyną z elity, która przeszła co nieco, ma swoje za uszami i powinno się mieć do niej szacunek. Celowo nie wypracowałam siebie takiej w ich oczach. Po prostu chwilami byłam agresywna, arogancka no i mam swoje znajomości. W szkole podobno dzielą się ludzie na trzy grupy: bojący się mnie, lubiący lub po prostu są w stosunku do mnie obojętni. Raczej nie mam zamiaru tego zmieniać. Dla bliższych znajomych jestem wariatką która ma uczucia, sporo przeżyła ale chce korzystać z życia i się bawić. Dla moich chłopaków byłam naiwną dziewczyną którą łatwo wykorzystać ponieważ szuka jakiegokolwiek oparcia. Dla brata jestem starszą siostrą która z nie do końca mu znanych powodów mieszka gdzie indziej. Dla swojej mamy najzwyklejsza gówniara która narobiła jej kłopotów przez swoje narodzenie, dla siostry jestem po prostu Gaga. Wie że jestem jej siostrą ale wydaje mi się że mało rozumie. W końcu ma dwa latka. Ale kim jestem dla swojego przyjaciela Michała? Jest jedyną osobą która wie o mnie dosłownie wszystko. Mam nadzieję że dotrzyma obietnicy i spotkamy się w końcu jeszcze w tym roku.
Po wizycie pojechałam na biwak. O tym to już nie mam siły gadać. Z opowiadań mojego "Taty" Krzyśka wyobrażałam sobie harcerstwo zupełnie inaczej. Na dziś muszę już kończyć, Do napisania.
Wasza Dasia...
Po wizycie pojechałam na biwak. O tym to już nie mam siły gadać. Z opowiadań mojego "Taty" Krzyśka wyobrażałam sobie harcerstwo zupełnie inaczej. Na dziś muszę już kończyć, Do napisania.
Wasza Dasia...
wtorek, 8 listopada 2016
Harcerskie miłostki?
Kiedyś byłam nieuleczalną romantyczką. Pragnęłam aby być dla kogoś ważna, aby był dla mnie oparciem. Byłam w wielu związkach. Dwa razy z harcerzami. Z jednym przez 7 miesięcy a z drugim przez miesiąc. Niedawno ze mną zerwał, pierwszy raz to ktoś zerwał ze mną. Po tym nie widzę się z żadnym chłopakiem. Nie potrafię nikomu zaufać. Harcerz to też człowiek. Jak każdy inny. Też może zranić. Poznaliśmy się przez internet...coś co kiedyś by było dla mnie bzdurą. Okazało się że obydwoje jedziemy na tę samą imprezę chorągwianą więc tam się umówiliśmy. Wszystko zapowiadało się cudownie. Niesamowite zauroczenie. Mieszkał około 60 km ode mnie a miał tyle szczęścia że impreza była akurat w jego mieście.Wraz z moją ukochaną ekipą wysiałam z pociągu i po chwili byłam w jego objęciach. Moja twarz była koloru róży którą od niego dostałam. Tak jak zawsze jestem wygadana to przy nim nie umiałam wydusić ani słowa. Po 22, kiedy udało mi się rozłożyć namiot, stwierdziliśmy że się położymy. Po jednej stronie były moje dwie przyjaciółki które odwrócone do nas plecami zajmowały się telefonem. Tymczasem Ja i On leżeliśmy i słuchaliśmy muzyki. Miałam głowę położoną na jego torsie, on mnie do siebie przytulał a nasze dłonie były splecione. Mogłam tak leżeć wieczność. Jednak wszystko co piękne kiedyś się kończy... chłopak musiał się zbierać więc postanowiłam że odprowadzę go do bramy. Chyba z pół godziny się ze mną kłócił że mam sobie zostawić jego bluzę. W końcu wygrał. Pożegnaliśmy się miło i umówiliśmy się że następnego dnia po 18 kiedy skończy się impreza to się spotkamy. Jak się miało stać tak się stało. Moja komórka byłą rozładowana i nie miałam jak się z nim skontaktować. Razem z młodszą harcerską poszłam szukać źródła prądu. Nagle usłyszałyśmy jak ktoś wołał jej imię. Drugi raz i Trzeci. Kiedy trójka harcerzy znacząco się zbliżyła moja towarzyszka krzyknęła jego imię. Potem on stwierdził że mnie nie zna. Prawda zrobiłam się zazdrosna ale również byłam mega smutna. Odwróciłam się napięcie i ruszyłam w stronę koleżanek. Gdy zapytały co mi jest opowiedziałam jak się zachował. Dziewczyny zniesmaczone jego postępowaniem stwierdziły że mu się oberwie. Wtedy przyszli oni. Tak byłam obrażona. Po pewnym czasie on zaczął mnie łaskotać i ciągnąc w stronę bramy głównej. Na nic zdały się tłumaczenia że nie mogę wyjść, jednak w końcu nie mogłam odmówić. Poszliśmy do parku. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i ogólnie było przecudownie. W pewnym momencie gdy siedzieliśmy na ławce (Ja na nim a nogi za nim, nie wolno mi było siedzieć inaczej) pocałował mnie. Gdy się ogarneliśmy było już ciemno. Siedzieliśmy tam sobie beztrosko ze 4 godziny!!! Mój drużynowy był wściekły ale on się za mną wstawił. Poszliśmy na ognisko. Zakochani, trzymając się za ręce i wtuleni. Co chwile skradał mi całusa. W pewnym momencie przechodził obok nas pewien druh i zaczął mnie ostrzegać. "Pobawi się i zostawi, nie ufaj mu, byłem kiedyś młody to wiem". Potraktowaliśmy to jako żart. Śmialiśmy się z tego. Dopiero nie dawno dotarło do mnie że mogłam posłuchać rady owego druha. Na następny dzień wyjeżdżałam. Pożegnanie było okropne. Szczerze wierzyłam że mnie kocha. Ciągle to powtarzał. Do drugiego spotkania było pięknie. Cudownie. Poznał mojego dziadka i znajomych, spędziliśmy razem czas. Wspierał mnie i zdawał się rozumieć. W następnym czasie wszystko zaczęło się sypać...twierdził że nie ma czasu, zbywał mnie, olewał i był oschły. Do tego byłam w rozpaczy z powodu śmiertelnego wypadku mojego przyjaciela. Nie miałam w nim nawet oparcia nic. Pisał z moimi kumpelami. W końcu oznajmił mi że przyjeżdża. Z jednej strony się cieszyłam, tęskniłam i miałam nadzieję że się ułoży a z drugiej byłam nastawiona na to że ze mną zerwie. No i stało się. Na początku było okej, niby. Pierwsze to wypytywał się co zrobiłam pewnej dziewczynie. Fakt faktem mam opinię agresywnej i takiej z którą nie warto zadzierać ale nic jej nie zrobiłam. Potem zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się że przyjechał tylko po swoją bluzę. Nie byłam przygotowana na taką prawdę. Wpadłam w rozpacz a on potraktował mnie jak potwora. Byłam załamana. Zażyłam za dużo tabletek nasennych i o mało nie skończyło się to tragedią. Nauczyło mnie to że powinnam się nie przywiązywać się tak do ludzi i nie ufać im nadmiernie. Jedyne miłości jakie teraz dla mnie istnieją to miłość do najbliższych, rodzeństwa i harcerstwa.
"Kamienie Na Szaniec"
Zawsze wzbraniałam się zarówno od książki jak i od filmu. Wychodzę z założenia że film nie oddaje tego co jest na papierze. Będąc chora nie wiem co mnie natchnęło ale stwierdziłam że obejrzę wersję ekranową. Nie umiem stwierdzić czy to był błąd czy nie. Na następny dzień pojechałam do swojej prababci. Włóczyłam się po parkach a następnie wstąpiłam do swojej prababci. Po ciepłej herbacie udałam się do najbliższej księgarni i kupiłam książkę o wyżej wymienionym tytule. Zakochałam się i w tym i w tym. Przyznam że książka rozkleiła moje serce. Gdy ją czytałam, w głowie miałam idealnie zarysowaną postań głównych bohaterów. Brutalne części w mojej głowie były bardziej realistyczne od filmu. Szokującym faktem na pewno nie jest to iż przeniosłam się w tamte okropne czasy. Jeśli chodzi o harcerstwo (te nie z czasów wojennych), kiedyś było lepiej. Zanim poszłam na swoją pierwszą w życiu zbiórkę, dziadek opowiadał mi o obozach, biwakach i zbiórkach za jego czasów. Głównie to te opowieści przyczyniły się do tego gdzie jestem i co robię. Niestety teraz harcerstwo wygląda inaczej. Wiele razy spotykam się że wstępują do nas ludzie bez odpowiednich wartości, ludzie egoistyczni i skupiający się na sobie. Doskonale wiem że nic na to nie poradzę. Ratuje nas to że są wśród nas prawdziwi harcerze. Staram się robić wszystko tak aby było po staremu no ale nie jest to takie łatwe. Podsumowując książka wspaniała i prawdziwa. Każdy powinien ją przeczytać. Rudy? bohater...Alek?Niesamowity...Zośka?Genialny...
A jeśli chodzi o filmowego Zośkę to informuję że Tadeusz został moją miłością <3
A jeśli chodzi o filmowego Zośkę to informuję że Tadeusz został moją miłością <3
poniedziałek, 7 listopada 2016
Czy dam radę?
Jak każdy na początku nie miałam żadnej funkcji, byłam tak zwanym biszkoptem. Po upływie czasu dorobiłam się funkcji Zastępowej w drużynie oraz Przybocznej w Gromadzie Zuchowej. Tak więc w mojej szafie wiszą dwa sznury: brązowy oraz zielony. Oczywiście mam też po dwie chusty i dwie pary pagonów. Z drużyny od której wszystko się zaczęło- granatowo żółtą, natomiast z gromady błękitną. Moim marzeniem było zostanie drużynową, i mienie swojej własnej drużyny starszo harcerskiej. Odkąd pamiętam uwielbiam się zajmować dziećmi (można się domyślić po zielonym sznurze) dlatego niedawno mój drużynowy oznajmił mi że w przyszłym roku tworzymy szczep, a ja zostaję drużynową gromady zuchowej. Byłam prze szczęśliwa. Mimo iż miałam jeszcze z 10 miesięcy czasu to już zabrałam się do tworzenia nazwy, plakietek, loga i całego planowania. Moją dobrą passę przerwał ostatni piątek. Wieczorem pisałam z moją drużynową gromady i okazało się że oficjalnie chce zamknąć naszą GZ. Jedni przyboczni za młodzi, a inni typu ja i moja koleżanka nie chciałyśmy jej przyjmować. Po jej słowach że miała we mnie nadzieję i nadal ma, zwyczajnie nie wytrzymałam. Nie mogłam zostawić tych dzieci...
Tak więc w grudniu mam mianowanie. Boję się, mam okropne obawy. Ale potrzeba jakiś wyzwań. Jest to moją pasją wiec mam nadzieję że coś zdziałam...
Piszcie co o tym sądzicie i jakie wy macie funkcje :3
Pozdrawiam dh. Dasia...
Hej?...CZUWAJ!!!
Więc Jestem dh. Dasia i mimo iż należę do harcerskiego świata od zaledwie trzech lat to nie wyobrażam sobie bez niego życia. Jest to w sumie coś co wiele razy uratowało moje życie. Otóż chwilami miałam ciężko i chciałam się poddać lecz...myśl że jednak robię coś dla innych, że robię coś ważnego dawała mi niesamowite poczucie własnej wartości.
Może teraz coś na temat moich zainteresowań? Oczywiście oprócz harcerstwa interesuję się psychologią, muzyką, pisarstwem oraz wolontariatem. Lubię pomagać ludziom i niesamowicie się cieszę gdy obdarują mnie swoim zaufaniem. Z jednej strony jestem odludkiem a z drugiej kocham spędzać czas z ludźmi, wygłupiać się oraz imprezować.
To blog dla każdego, harcerza lub osoby niezrzeszonej. Chcę trochę się wyżyć pisarsko oraz pokazać z mojej strony jak to wygląda :)
No może jak na początek tyle wystarczy. To do następnego <3
Pozdrawiam Dasia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)