wtorek, 8 listopada 2016
Harcerskie miłostki?
Kiedyś byłam nieuleczalną romantyczką. Pragnęłam aby być dla kogoś ważna, aby był dla mnie oparciem. Byłam w wielu związkach. Dwa razy z harcerzami. Z jednym przez 7 miesięcy a z drugim przez miesiąc. Niedawno ze mną zerwał, pierwszy raz to ktoś zerwał ze mną. Po tym nie widzę się z żadnym chłopakiem. Nie potrafię nikomu zaufać. Harcerz to też człowiek. Jak każdy inny. Też może zranić. Poznaliśmy się przez internet...coś co kiedyś by było dla mnie bzdurą. Okazało się że obydwoje jedziemy na tę samą imprezę chorągwianą więc tam się umówiliśmy. Wszystko zapowiadało się cudownie. Niesamowite zauroczenie. Mieszkał około 60 km ode mnie a miał tyle szczęścia że impreza była akurat w jego mieście.Wraz z moją ukochaną ekipą wysiałam z pociągu i po chwili byłam w jego objęciach. Moja twarz była koloru róży którą od niego dostałam. Tak jak zawsze jestem wygadana to przy nim nie umiałam wydusić ani słowa. Po 22, kiedy udało mi się rozłożyć namiot, stwierdziliśmy że się położymy. Po jednej stronie były moje dwie przyjaciółki które odwrócone do nas plecami zajmowały się telefonem. Tymczasem Ja i On leżeliśmy i słuchaliśmy muzyki. Miałam głowę położoną na jego torsie, on mnie do siebie przytulał a nasze dłonie były splecione. Mogłam tak leżeć wieczność. Jednak wszystko co piękne kiedyś się kończy... chłopak musiał się zbierać więc postanowiłam że odprowadzę go do bramy. Chyba z pół godziny się ze mną kłócił że mam sobie zostawić jego bluzę. W końcu wygrał. Pożegnaliśmy się miło i umówiliśmy się że następnego dnia po 18 kiedy skończy się impreza to się spotkamy. Jak się miało stać tak się stało. Moja komórka byłą rozładowana i nie miałam jak się z nim skontaktować. Razem z młodszą harcerską poszłam szukać źródła prądu. Nagle usłyszałyśmy jak ktoś wołał jej imię. Drugi raz i Trzeci. Kiedy trójka harcerzy znacząco się zbliżyła moja towarzyszka krzyknęła jego imię. Potem on stwierdził że mnie nie zna. Prawda zrobiłam się zazdrosna ale również byłam mega smutna. Odwróciłam się napięcie i ruszyłam w stronę koleżanek. Gdy zapytały co mi jest opowiedziałam jak się zachował. Dziewczyny zniesmaczone jego postępowaniem stwierdziły że mu się oberwie. Wtedy przyszli oni. Tak byłam obrażona. Po pewnym czasie on zaczął mnie łaskotać i ciągnąc w stronę bramy głównej. Na nic zdały się tłumaczenia że nie mogę wyjść, jednak w końcu nie mogłam odmówić. Poszliśmy do parku. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i ogólnie było przecudownie. W pewnym momencie gdy siedzieliśmy na ławce (Ja na nim a nogi za nim, nie wolno mi było siedzieć inaczej) pocałował mnie. Gdy się ogarneliśmy było już ciemno. Siedzieliśmy tam sobie beztrosko ze 4 godziny!!! Mój drużynowy był wściekły ale on się za mną wstawił. Poszliśmy na ognisko. Zakochani, trzymając się za ręce i wtuleni. Co chwile skradał mi całusa. W pewnym momencie przechodził obok nas pewien druh i zaczął mnie ostrzegać. "Pobawi się i zostawi, nie ufaj mu, byłem kiedyś młody to wiem". Potraktowaliśmy to jako żart. Śmialiśmy się z tego. Dopiero nie dawno dotarło do mnie że mogłam posłuchać rady owego druha. Na następny dzień wyjeżdżałam. Pożegnanie było okropne. Szczerze wierzyłam że mnie kocha. Ciągle to powtarzał. Do drugiego spotkania było pięknie. Cudownie. Poznał mojego dziadka i znajomych, spędziliśmy razem czas. Wspierał mnie i zdawał się rozumieć. W następnym czasie wszystko zaczęło się sypać...twierdził że nie ma czasu, zbywał mnie, olewał i był oschły. Do tego byłam w rozpaczy z powodu śmiertelnego wypadku mojego przyjaciela. Nie miałam w nim nawet oparcia nic. Pisał z moimi kumpelami. W końcu oznajmił mi że przyjeżdża. Z jednej strony się cieszyłam, tęskniłam i miałam nadzieję że się ułoży a z drugiej byłam nastawiona na to że ze mną zerwie. No i stało się. Na początku było okej, niby. Pierwsze to wypytywał się co zrobiłam pewnej dziewczynie. Fakt faktem mam opinię agresywnej i takiej z którą nie warto zadzierać ale nic jej nie zrobiłam. Potem zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się że przyjechał tylko po swoją bluzę. Nie byłam przygotowana na taką prawdę. Wpadłam w rozpacz a on potraktował mnie jak potwora. Byłam załamana. Zażyłam za dużo tabletek nasennych i o mało nie skończyło się to tragedią. Nauczyło mnie to że powinnam się nie przywiązywać się tak do ludzi i nie ufać im nadmiernie. Jedyne miłości jakie teraz dla mnie istnieją to miłość do najbliższych, rodzeństwa i harcerstwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz