Wczoraj poszłam po ciszy nocnej na 26 i przelałam myśli na kartkę. Wyszło coś co może nie jest takie złe...
W oknach, bym nie uciekła
Wstawione są kraty.
Gdy przechodzę korytarzem,
zaciskam rękawy a nogi mam jak z waty.
Czuję że gdy tu jestem,
znikają problemy ludzi innych.
Ale tak to już jest, psychiczni
jesteśmy to mają nas za winnych.
Jestem tu samotna,
moja psychika nie wyrabia.
Za to każdy którego znam,
z dnia na dzień problemów mi dokłada.
Desperacko uciekam do łazienki
z żyletką za paskiem i uśmiechem na twarzy.
Jedyne co to odwaga zrobić
"to", zakończyć swoje istnienie mi się marzy.
Nie widzę sensu w tym
żebym na terapię chodziła.
Może dlatego że czuję
jakbym w środku już dawno nie żyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz